Karpacz - Karpacka nauka jazdu.
Niezwykłe traktowanie przeze mnie Karpacza ma swoje powody. Tutaj w Karpaczu po raz pierwszy zacząłem zjeżdżać na nartach. Pojechałem w czasie małego ruchu narciarskiego na stok Kopy w miejscu wielkiego wypłaszczenia. Przejście z nartami zajęło mi trochę czasu, ale zawsze lepiej jak wyleje się trochę potu to potem bardziej się szanuje każdy metr stoku. Bardzo szybko nauczyłem się podstaw, a potem jeszcze tego samego dnia zjeżdżałem ze Złotówki. Nie były to jeszcze zjazdy w pełni udane, ale doceniłem wówczas to co było mówione, a ja nie realizowałem. Szczególnie pamiętam miejsce z zakrętami o znacznym nachyleniu. Tam już trenera ze mną nie było, a ludzie widzący mnie w tym miejscu dobrze mnie zapamiętali.
Karpacz ma wiele barków które wieczorami namiętnie odwiedzałem, a w Bachusie rozmawiałem z ludźmi którzy pamiętali moje zjazdy na Złotówce i powiedzieli, że mam styl. Tak kiedyś podobno jechał Herman Maier, ale potem cudem przeżył. Mówili, że cuda się powtarzają. Teraz śmieje się z tamtych czasów. Teraz Karpacz narciarsko jest dla mnie za mały, ale pozostały przyzwyczajenia.

Podobne: